Przejdź do głownej zawartości

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Wokół wystaw dedykowanych grupom zawodowym

Boimy się, że nas ośmieszą, czasem

jednak ta śmieszność nas uczłowiecza

ks. Jan Twardowski

 

Co jakiś czas w instytucjach kulturalnych, w tym w muzeach, najczęściej przy okazji różnorodnych jubileuszów, pojawiają się wystawy narracyjne poświęcone rozmaitym grupom zawodowym. Ponieważ zdarza się, że ich pierwszorzędnym celem jest zaspokojenie potrzeb przedstawicieli danej profesji (uznania, respektu, podkreślenia prestiżu), to ich wartość poznawcza jest mocno ograniczona.

Prawo Sturgeona powiada, że 90 procent wszystkiego to rzeczy małej wartości. Zastanówmy się jak teoretycznie mogłaby wyglądać wystawa, gdyby miała się mieścić w tych 10 procentach, które odpowiadają wystawom wartościowszym? Jak miałaby wyglądać, gdyby jej cele wykraczały poza samozadowolenie przedstawicieli prezentowanej branży, a ona sama mogła wzbudzać zainteresowanie nieco szerszej publiczności?

Do głównych zagrożeń związanych z produkcją ekspozycji poświęconych grupom zawodowym należy zaliczyć:

  1. budowanie narracji opartej na autostereotypach środowiskowych,
  2. nadmierny patos i pretensjonalność,
  3. prezentacja tematu przy pomocy opisu osiągnięć/zasług/elementów martyrologicznych przedstawionych w układzie chronologicznym.

Nasza idealna, modelowa wystawa, powinna przede wszystkim próbować podważać stereotypy. Dotyczy to dwóch uproszczonych obrazów: stereotypu o danej grupie zawodowej, który wytworzyła sobie zbiorowość oraz autostereotypu przedstawicieli danej branży. Dobra ekspozycja powinna zatem konfrontować wyobrażenia z rzeczywistością i prowadzić w konsekwencji do (auto)refleksji.

Właściwym sposobem na przeciwdziałanie wspomnianym zagrożeniom jest wykorzystanie humoru (komizmu) – środka wyrazu, który w przypadku naszego rodzaju wystaw daje duże możliwości narracyjne. Może on nie tylko ożywiać wystawę czy też być lekarstwem na patos i pretensjonalność (tak przecież obecne w ekspozycjach „branżowych”), ale przede wszystkim pozwala mówić o rzeczach o których – z jakichś powodów – nie można lub nie wypada mówić wprost. Humor przemienia bohatera zbiorowego naszej opowieści w podmiot jawiący się jako zbudowany z krwi i kości, a nie marzeń i marmuru – zgodnie ze słowami  księdza Jana Twardowskiego.

Posłużmy się przykładem. Skonfrontujmy stereotyp z autostereotypem, wykorzystując humor (zbudowany na przeciwieństwach). Grupą zawodową niech będą prawnicy, a porównywaną postawą stosunek do pieniędzy.

1. Przykładowy tekst odwołujący się do autostereotypu (służby/poświęcenia):

Ewa Juszko-Pałubska (1948-2018) udzielała działaczom opozycji antykomunistycznej bezpłatnych porad prawnych. Dla niektórych, w tym dla funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa było to niewytłumaczalne. Na pytanie dlaczego nie pobiera opłat, odpowiadała: „Synów narodu polskiego będę broniła zawsze za darmo. Z bandytami i łobuzami rozmawiam za pieniądze”.

2. Przykładowy tekst (dowcip) odwołujący się do stereotypu (chciwości):

Mecenas wybronił swojego klienta przed bardzo ciężkim wyrokiem. Rozradowany klient zwraca się do niego:
– Doprawdy, nie wiem, jak ja się panu odwdzięczę!
– Ach, od czasu, kiedy wynaleziono pieniądze, to żaden problem…

Jak widać konfrontacja dwóch przeciwstawnych postaw pozwala jednocześnie na:

  • osłabienie stereotypu adwokata znanego z prasy, kina i telewizji,
  • osłabienie autostereotypu mecenasa oddanego tylko i wyłącznie służbie wyższym wartościom.

Dowcip pozwala przy tym na prezentację problemu w odseparowaniu od określonych osób (w powyższym przykładzie mówimy o figurze prawnika, a nie jego konkretnym przykładzie znanym z imienia i nazwiska).

Odpowiedzią na trzecie zagrożenie, które wskazaliśmy na początku artykułu, powinno być odejście od ujęcia chronologicznego na rzecz tematycznego i budowanie narracji wystawy wokół pytania o tożsamość zawodową. Problem: jak przebiegała historia grupy zawodowej? zastępujemy pytaniem: kim jest lekarz/prawnik/stoczniowiec?. Takie podejście kieruje nas w stronę nauk społecznych, przede wszystkim socjologii, nadając naszej ekspozycji cech interdyscyplinarnych.

Tworząc narrację możemy skorzystać z takich kategorii analitycznych jak: motywy wyboru zawodu, skład grupy zawodowej (np. pod względem wieku, płci itp.), warunki bytowe, osobliwości zawodu (np. żargon, styl życia), etyka zawodowa (w konfrontacji z rzeczywistymi postawami zawodowymi), czy też zwyczaje związane z pracą. Ich wyczerpujący katalog znajdziemy w literaturze socjologicznej, na przykład artykule Ireny Reszke „O przydatności monografii zawodów” (Studia Socjologiczne nr 1/1971).

To jednak, co najważniejsze, to odporność na pokusę produkcji panegiryków.

0 KOMENTARZY

Dodaj własny komentarz

*
*
*