Przejdź do głownej zawartości

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie. Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies

Azja i Pacyfik w środku Europy

Z dr Joanną Wasilewską, dyrektorką Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, rozmawia Andrzej Zugaj.

jwasilewska

Joanna Wasilewska jest absolwentką historii sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, pracę doktorską obroniła na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Od 1992 r. pracuje w Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie, jest kustoszem dyplomowanym, od 2013 r. pełni obowiązki dyrektora tej placówki. W pracy muzealnej specjalizuje się w kulturze Chin, Wietnamu, Azji Południowo-Wschodniej, a także w historii wzajemnych wpływów kulturowych pomiędzy Europą i Azją. Przygotowała 50 wystaw o tej tematyce, opracowała ponad 2.000 obiektów muzealnych. Autorka licznych katalogów muzealnych i innych publikacji.

Jest wiceprezesem Polskiego Instytutu Studiów nad Sztuką Świata (dawniej: Polskie Stowarzyszenie Sztuki Orientu).

 

 

AZ: Region Azji i Pacyfiku jest dla nas dość odległy – i dosłownie, licząc w kilometrach, i kulturowo. Skąd wzięło się takie muzeum w środku Europy?

JW: W „zamierzchłych czasach”, czyli w latach 60. i 70., Azja i Pacyfik z różnych przyczyn były jeszcze bardziej odległe, niż obecnie. Punktem wyjścia była prywatna kolekcja. Muzeum założył w 1973 roku pan Andrzej Wawrzyniak, wówczas dyplomata. Podczas długiego pobytu na placówce w Dżakarcie zgromadził ogromną kolekcję indonezyjską. Muzeum powstało więc jako kolekcja i kolekcją de facto pozostaje, do dziś nie posiadajac stałej ekspozycji. Co prawda placówka istnieje już prawie 40 lat i przez ten czas stopniowo się „muzealizowała”, ale w pierwszym okresie był to typowy zbiór kolekcjonera. Na początku była to głównie broń biała, później kolekcja bardzo się rozrosła. W momencie przekazania zbiór zawierał ponad 4000 obiektów.

W owym czasie właściwie nie było w Polsce ekspertów w zakresie sztuki czy etnologii Indonezji – niewielkie zbiory z początku XX w. to na naszym gruncie rzeczy marginalne. Nie było też specjalistów w tej dziedzinie. Tymczasem do zbiorów publicznych trafiła kolekcja bardzo rozległa, zawierająca głównie eksponaty o charakterze etnologicznym – tkaniny, przedmioty codziennego użytku, broń, instrumenty muzyczne, zbiory związane z teatrami. Były również dzieła indonezyjskiej sztuki, podówczas współczesnej. Niewątpliwie jest to jedyna taka kolekcja w Europie Środkowej.

Na początku, przez krótki czas muzeum nosiło nazwę „Muzeum Archipelagu Nusantary”. Później przyjęto nazwę obecną, która mimo, że nie oddaje w pełni charakteru kolekcji (Azja zdecydowanie w niej przeważa), a poza tym trąci dziś nieco protekcjonalnym eurocentryzmem, stanowi rozpoznawalną markę.

Z prywatnej kolekcji utworzono więc muzeum miejskie, później wojewódzkie, które po reformie administracyjnej stało się muzeum samorządowym województwa mazowieckiego. W akcie przekazania kolekcji Skarbowi Państwa jest zapis o dożywotniej dyrekcji pana Andrzeja Wawrzyniaka (Przestał on jednak pełnić tę funkcję w ubiegłym roku.). Przez pierwsze dwadzieścia lat dyrektor był jednocześnie dyplomatą. Znakomicie przekładało się to na powiększanie kolekcji, stanowiącej po trosze zapis jego podróży, gorzej było z samym zarządzaniem placówką.

Dyrektor Wawrzyniak był jedną z nielicznych osób, które w latach 70. i 80. prezentowały w Polsce wielokulturowość regionu Azji i Pacyfiku. Promował tamtejszą kulturę i sztukę m.in. w programach telewizyjnych. W czasach gdy podróże nie były tak powszechne jak dzisiaj, a każdy region poza najbliższymi krajami europejskimi określano jako „egzotyczny”, muzeum było jedynym miejscem, gdzie można było z Azją obcować z bliska i w kolorze.

obiekty (25)

Fragment haftu na kobiecej sukni z Tadżykistanu (fot. E. Helbert)

Muzeum przez lata funkcjonowało bardziej w charakterze kolekcji. Czy obecnie, w obliczu zmiany na stanowisku dyrektora, nowej siedziby, muzeum rozszerza zakres swojej działalności?

 

Tak, siedziba, to w tym momencie najważniejsza sprawa. Mówię o muzeum „kolekcja”, gdyż do tej pory nie posiada ono najważniejszego elementu charakteryzującego muzeum, czyli stałej ekspozycji. Organizowaliśmy natomiast wiele wystaw czasowych (przez 40 lat około tysiąca!). Na początku placówka działała w galerii Nusantara przy ul. Nowogrodzkiej. Później powstała Galeria Azjatycka na Freta. Niedawno został opracowany projekt ekspozycji stałej w nowej siedzibie, gdzie się obecnie znajdujemy, przy ul. Solec 24; jego stronę plastyczną opracowuje pracownia Kłaput Project. Niestety, wykonanie projektu zostało zawieszone w związku z ogólnym kryzysem finansowym Województwa Mazowieckiego. Nie udało się nam na razie pozyskać środków z programów Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nadzieja jeszcze w funduszach unijnych i sponsoringu zewnętrznym. Tymczasem organizujemy przestrzeń nowej siedziby w miarę posiadanych funduszy, a te niestety nie pozwalają na zbyt wiele.

Zmiana jakościowa jest znacząca: obecnie mamy do dyspozycji prawie 1300 m2 powierzchni wystawienniczej, a 4000 m2 ogółem. Z jednej strony daje to ogromną swobodę działania, ale z drugiej musimy przestawić się na sposób myślenia w dziesięć razy większej skali . Muszę powiedzieć, że siła przyzwyczajenia nie jest łatwa do pokonania.

helbert_091113_23

Birmańska figura Buddy podczas nocnej “Akcji Solec”, 9 listopada 2013 (fot. E. Helbert)

 

Zmieniła się siedziba, jest miejsce na wystawy i wydarzenia muzealne. Czy wizerunek muzeum także uległ zmianom?

 

Po pierwsze zmieniło się logo. Stary logotyp funkcjonował ponad 30 lat i uznaliśmy, że przy okazji zmian należy również stworzyć identyfikację wizualną, dotąd praktycznie nieistniejącą. Wspólnie ze Stowarzyszeniem Twórców Grafiki Użytkowej zorganizowaliśmy konkurs. W założeniu nowy znak miał nawiązywać do starego logo – przedstawiało ono płonący krąg tańczącego Boga Śiwy. Nowe, zwycięskie logo, zaprojektowane przez Katarzynę Bojanowską, jest proste i kolorowe – krąg tańczącego Śiwy jest kręgiem energii i tę energię podkreślimy intensywną pomarańczową barwą .

 

Czyli potencjał przestrzenny jest imponujący, plany wystawiennicze i edukacyjne będą realizowane w miarę możliwości finansowych. A jak wygląda muzeum w rzeczywistości wirtualnej? Czy tu również planowany jest dynamiczny rozwój?

 

Działalność edukacyjna, przez wiele lat nieco zaniedbywana, przeszła w ciągu ubiegłego roku szalony rozwój i już w tej chwili w dużej mierze finansuje się sama. Internet, w tym serwisy społecznościowe, rozwijają się w ogromnym tempie i coraz więcej instytucji kultury korzysta z tego efektywnego środka komunikacji. Nie jesteśmy wyjątkiem, nawet można rzec, że jesteśmy „do przodu” – także z tego powodu, że koszty są tu najmniejszym problemem.

Strona internetowa muzeum została stworzona dawno temu i teraz wymaga pilnej rekonstrukcji. Jesteśmy w trakcie prac zmierzających do powstania nowego projektu, ale tu oczywiście również istnieją „obiektywne trudności” . Obecnie to blog muzealny z konieczności pełni rolę strony prezentującej muzealne aktualności.

Ratunkiem w obecnej sytuacji stał się dla nas Facebook. Tomasz Madej, założyciel profilu muzeum na FB twierdzi, że był to jeden z pierwszych fanpage’ów instytucji kultury w naszym kraju, i ja mu wierzę. FB jest w obecnej sytuacji rozwiązaniem idealnym – jest szybki, efektywny i przy braku (bo tak to trzeba określić) strony internetowej, którą trzeba zrobić od nowa, jest to nasze główne narzędzie komunikacji internetowej. W chwili obecnej mamy prawie 6300 fanów, co, jak na niewielką instytucję, jest wynikiem całkiem dobrym.

DSC_8460

Zwieńczenie rzeźbionego słupa przodków grupy etnicznej Asmat z Nowej Gwinei (fot. E. Helbert)

 

Oprócz FB korzystamy z Twittera i Youtube, które oczywiście sprzężone są z FB. Na YT zamieszczamy wideorelacje z naszych imprez, czasem z przygotowań do wystaw (ukazujące trochę muzealnego „zaplecza”). Od listopada muzeum zarejestrowane jest również na Instagramie. Konto instagramowe zostało założone w wyniku „Akcji Solec” (było to wydarzenie zorganizowane dzieki współpracy z Festiwalem Filmowym Pięć Smaków, wprowadzające nową siedzibę do szerszego obiegu kulturalnego) i rozwija się systematycznie – śledzi nas około stu osób. Jak będą się te serwisy rozwijały, trudno powiedzieć, gdyż trendy zmieniają się bardzo szybko i trudno powiedzieć co będzie za pół roku-rok. Dlatego tak ważne dla nas jest jak najszybsze utworzenie porządnej, nowoczesnej strony internetowej.

 

Czego w najbliższych miesiącach mogą się spodziewać zwiedzający?

 

Mnóstwa atrakcji! Od środy 26 lutego na Solcu można zwiedzać wystawę : „Sari, magia indyjskiego tkactwa”; planujemy też pokazy upinania tego stroju.

W Galerii Azjatyckiej na Freta 12 maja otwieramy wystawę poświęconą tradycjom buddyjskiej medycyny.

W maju również planujemy rozmaite wydarzenia o tematyce japońskiej na Solcu, w tym również japońską Noc Muzeów.

Muzeum będzie uczestniczyło w tegorocznym Międzynarodowym Biennale Plakatu – wystawa plakatów z Makau rozpocznie się u nas 5 czerwca.

Wartym odnotowania jest tydzień wydarzeń związanych z Turcją, który odbędzie się od 23 do 29 kwietnia, dla uczczenia 600. rocznicy stosunków polsko-tureckich. Już w styczniu i lutym pokazywaliśmy pierwszą chronologicznie wystawę w ramach obchodów rocznicowych, „Architekt Sinan i jego wspaniałe czasy”; kilka dni temu wystawę zwiedzała Pierwsza Dama, Pani Anna Komorowska.

Mimo kryzysu, mamy w planie wiele różnych wystaw i najrozmaitszych wydarzeń. Zainteresowanych zapraszam do śledzenia naszego bloga i Facebooka, gdzie na bieżąco o nich informujemy, a mam nadzieję, że jeszcze w tym roku będziemy mogli zaprosić również na nową stronę. Tymczasem – zapraszam do realnej przestrzeni Muzeum Azji i Pacyfiku.

 

Dziękuję za rozmowę.

helbert_230114_17

Maska demona-pawia, używana w obrzędach egzorcystycznych na Sri Lance (fot. E. Helbert)

 

 

 

0 KOMENTARZY

Dodaj własny komentarz

*
*
*